Szukaj

Czy reagowanie na potrzeby dziecka może go rozpieścić?

Katarzyna, 23 luty 2021
Czy reagowanie na potrzeby dziecka może go rozpieścić?
Czy słyszałyście/liście kiedyś o mózgowym Wi-fi?

potrzeby niemowląt


Obrazowo można je określić jako niewidzialną pępowinę, która tworzy się po narodzinach pomiędzy dzieckiem a jego rodzicami/opiekunami.


Biolog Stephen Jay Gold napisał, że wszystkie ludzkie dzieci przychodzą na świat przedwcześnie. Wynika to z przyjęcia postawy stojącej u ludzi i dużego rozmiaru naszego mózgu. Gdybyśmy dłużej przebywali w łonie matki, nie byłaby nas w stanie urodzić.

rodzicielstwo bliskości


Te przedwczesne narodziny sprawiły, że ludzkie dzieci są po urodzeniu całkowicie bezbronne i w 100% zależne od opieki rodzica lub opiekuna. Nasz mózg jest też bardzo niedojrzały i ma duże problemy z samoregulacją. Prościej mówiąc, niemowlęta (oprócz zaspokajania ich potrzeb fizjologicznych) potrzebują również, nas dorosłych, by wrócić do emocjonalnej równowagi po tym, gdy czegoś się przestraszą, czy wpadną w złość.

Kiedy dziecko jest jeszcze w brzuchu rolę łącznika między matką a nim pełni pępowina, która nie tylko przekazuje niezbędne wartości odżywcze, ale także pomaga w regulacji poziomu hormonów i obniżenia poziomu stresu, a więc właśnie w samoregulacji.

Po narodzinach, dziecko nadal potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, uspokojenia, pożywienia, ale ma ograniczone możliwości komunikowania swoich potrzeb. Nie potrafi mówić, a swoje potrzeby wyraża najczęściej płaczem, atakami histerii lub stanem zamrożenia. Wtedy rolę takiej "pępowiny", która umożliwia komunikację przejmuje właśnie MÓZGOWE WI-FI. Jest to synchronizacja mózgu dziecka i opiekuna, dzięki czemu dorosły potrafi rozpoznawać i reagować na potrzeby dziecka.
Niestety poprzez różne przekonania dotyczące wychowania, czy też powielane stereotypy, zagłuszamy w sobie tę wielką moc jaką dała nam Matka Natura w obawie, że odpowiadając na potrzeby dziecka "rozpieścimy je", czy "damy sobie wejść na głowę".

Czy rzeczywiście istnieje ryzyko, że odpowiadając na potrzeby dziecka stworzymy domowego "tyrana"

rozpieszczone dziecko

Z pewnością nieraz słyszałyście/liśce rady typu "nie noś, bo się przyzwyczai" , "niech się wypłacze" albo "wymusza wszystko na tobie płaczem".  Takie podejście do zaspokajania potrzeb dziecka, które rzekomo prowadzi do jego rozpieszczenia, jest pokłosiem przekonania, które panowało w latach 1920- 1940 i promowane było przez behawiorystów. Zalecano wtedy, aby ograniczać emocjonalny kontakt z dzieckiem, aby nie nosić go pomiędzy karmieniami,bo noszenie miało sprawić, że maluch stanie się domowym „tyranem”.

Od tego czasu minęło jednak 100 lat. Nowe odkrycia nauki o mózgu (które przedstawię poniżej) dostarczają niezwykłych dowodów na to, że "stały bliski kontakt dziecka z rodzicami wpływa na spektakularny wzrost mózgu i jego kształtowanie." ( dr Stuart Shanker, Self-reg, str 60)

Tak naprawdę nie potrzebujemy naukowych badań, by wiedzieć jak zajmować się swoim dzieckiem, gdyż mamy to w naturze. Zaobserwuj jaka jest Twoja pierwsza myśl, reakcja gdy Twoje dziecko płacze? Zapewne automatycznie chcesz go wtedy wziąć na ręce, przytulić, starasz się go uspokoić... Po prostu tak zostaliśmy stworzeni, mamy w sobie to mózgowe Wi-Fi, wystarczy, że nie będziemy go zagłuszać radami fałszywych doradców jak trenerzy snu itp. 

Badania pokazują, że dzieci niezwykle potrzebują nas, by mogły się uspokoić. Dzięki temu obniża się u nich poziom stresu, który znacznie wzrasta gdy potrzeby dziecka nie są zaspokajane lub dziecko podlega różnym stresorom. Długotrwały, wysoki poziom stresu może niszczyć komórki nerwowe i doprowadzać do nieodwracalnych zmian w mózgu i organizmie dziecka. 

Co zatem możemy robić, by pomóc dziecku obniżyć poziom stresu? 

To co podpowiada nam natura - nosić, przytulać, reagować na płacz. Zachęcam do obejrzenia nagrania z badania japońskich naukowców, którzy postanowili zbadać dlaczego niemowlęta przestają płakać kiedy się je nosi. W badaniach wzięły udział maluchy w wieku od 1 do 6 miesięcy. Dzieciom podłączono kilka czujników, które miały za zadanie monitorowanie m.in. pracy serca, ilości ruchów czy natężenia płaczu w zależności od tego czy dzieci:

– były trzymane przez mamę siedzącą na fotelu

– były noszone przez mamę chodzącą po pokoju w którym odbywało się badanie

Nagranie znajdziecie TUTAJ. Prawda, że niesamowite jest to jak szybko stabilizuje się praca serca malucha w momencie w którym mama zaczyna go nosić?

No ale co z rozpieszczaniem? Czy w ten sposób nie wychowam mazgaja, który nie będzie potrafił sam się uspokoić i ze wszystkim będzie biegł do mamy?

Nic bardziej mylnego. Badania pokazują, że dzieci, które jako niemowlęta były noszone, a mamy szybko reagowały na ich płacz, są w przyszłości bardziej samodzielne i pewne siebie oraz nowe wyzwania nie są dal nich tak stresujące, jak dla dzieci, które były uczone tak zwanej “samodzielności” w pierwszych miesiącach życia. Dlaczego? Ponieważ mają w sobie silne poczucie bezpieczeństwa, czują się ważne i kochane i nie muszą cały czas się upewniać, czy aby na pewno są ważne dla rodzica i nie muszą zwracać na siebie uwagi np. poprzez agresję czy histerię , by się przekonać że są dla rodzica ważne. Dzieci noszone, podświadomie wiedzą, że mogą poznawać świat samodzielnie, ale jeśli poczują się zagrożone to mogą liczyć na pomoc rodzica. Dzieci z 2 grupy nie mają takiego wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa.

"Jesteśmy istotami społecznym, które podtrzymują i chronią się nawzajem za pomocą spojrzeń, dotyku, rozmowy i kojących dźwięków." ( dr Stuart Shanker, Self-reg, str 75) Jak bardzo ważna jest dla nas relacja z drugim człowiekiem pokazuje chociażby eksperyment tzw. "kamienna twarz". Ed Tronick badał w jaki sposób wyraz twarzy matki wpływa na na stan emocjonalny jej dziecka. Mama najpierw bawiła się z dzieckiem (8-miesięcznym), a po chwili miała neutralny wyraz twarzy, bez uśmiechu, bez emocji. Wszystkie dzieci reagowały podobnie, najpierw próbowały poprzez uśmiechy i gesty "przywołać mamę" z powrotem, a kiedy to się nie udawało zaczynały się mocno denerwować. Badanie to, pokazuje, że obojętność rodzica, wywołuje u dziecka negatywne emocje i podnosi poziom stresu. Potrzeba bycia w relacji jest więc naszą pierwotną, naturalną potrzebą. 

Potwierdza to również wynik jednego z najdłuższych badań w historii, trwającego 75 lat. Robert Waldinger postanowił obserwować grupę ludzi (724 mężczyzn) od wieku nastoletniego po ich starość, by sprawdzić co tak naprawdę sprawia, że ludzie są szczęśliwi i są w dobrej formie zarówno fizycznej jak i psychicznej.
Naukowcy co 2 lata badali ich życie zawodowe, rodzinne i stan zdrowia. 
Po 75 latach dyrektor badań jednoznacznie podsumował: "Najważniejszy wniosek jest taki, że dobre relacje z ludźmi czynią nas zdrowszymi i szczęśliwszymi. To wszystko." (Zobacz nagranie z podsumowania badań)

"Dziecka nie da się rozpieścić dawaniem mu za dużo tego, czego naprawdę potrzebuje. Rozpieszczone dzieci to te, które nie potrafią zaakceptować słowa NIE. Liczą, że ich życzenia będą natychmiast spełniane i zachowują się roszczeniowo. Jednak tak rozwijają się tylko te dzieci, które dostają za dużo tego, co niepotrzebne." (Jesper Jull, Nie z miłości)  

Jak pokazują powyższe badania potrzeba relacji, miłości, utulenia, jest tym czego dzieci naprawdę potrzebują. Dawanie im tego nie doprowadza do "rozpieszczenia" tylko do budowania poczucia bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości i obniżenia poziomu stresu, który w nadmiarze może doprowadzać do utraty odporności, zaburzeń psychicznych i aktów agresji. O stresie i jego wpływie na zdrowie fizyczne i psychiczne dziecka napiszę więcej, już wkrótce, w kolejnym artykule.
warsztaty dla rodziców niemowląt, jak wspierać rozwój niemowlaka



Autor: 
Agata marszałek

Agata Marszałek -pedagog, prowadząca warsztaty dla rodziców niemowląt na temat wspierania rozwoju dzieci poprzez zabawę (Zapisz się TUTAJ) Prywatnie mama 2 córek. 



Jak bawić się z niemowlakiem, propozycje zabaw


Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj